Biedne Zombie zostały już przewałkowane, pozabijane i pomasakrowane na setki różnych sposobów w telewizji i grach komputerowych. Ponownie nadszedł czas rozlewu (nie)winnej nieumarłej krwi, jednakże tym razem w lekko innej konwencji.
Cottage of Doom na pierwszy rzut oka może się wydawać prostą, nudną produkcją, jednakże tylko to pierwsze jest prawdą. Fabuła gry opowiada o 3 ludzi, którzy znajdują małą chatkę pośrodku niczego. Jeszcze we wprowadzeniu jedna z osób zostaje pożarta przez nieumarłych. My zaś zostajemy wrzuceni w skórę faceta w niebieskiej bluzie. Do rąk dostajemy jeszcze strzelbę i niewielki zapas naboi.
Po rozpoczęciu gry znajdujemy się w samym środku chatki, składającej się z 4 pokoi. Z każdego z nich prowadzą drzwi na zewnątrz, oraz w każdym znajduje się po parę mebli i okno. Każdy element ma dość ważne strategiczne znaczenie.
Cała rozgrywka polega na tym, że musimy jak najdłużej utrzymać się przy życiu, za pomocą wszelkich dostępnych środków. Jedyną naszą bronią jest strzelba, z dość szczupłym limitem amunicji, a jedyną obroną średnio wytrzymałe ściany chatki. I gdyby na tym można było zakończyć opis rozgrywki, to gra nie byłaby warta publikacji na VG. Ale jednak jest coś jeszcze. Zombiaki mogą wpadać w szał, kiedy tylko nas zobaczą, co powoduje że zaczynają szybciej iść w naszym kierunku, a ich ciosy są silniejsze, oraz szybciej burzą ściany budynku. Dlatego też musimy się postarać o to aby zastawić okna, coby maszkary nie mogły nas dostrzec. Mebli porozrzucanych po całym domu możemy użyć w 2 celach. Pierwszym jest zastawianie przejść zombiakom. Taki mebel może je zahamować na dość długi czas, a drugim jest możliwość zniszczenia mebla, aby wyciągnąć z niego amunicję i deski, których możemy użyć do naprawienia innych mebli/drzwi/ścian. Do tego kumpel z górnego piętra, na które niestety nie da się wejść, co jakiś czas zrzuca nam dodatkowe meble.
W miarę naszych postępów zombiaków jest coraz więcej i więcej, do momentu kiedy po prostu nas nie pożrą. Nie da się ukończyć gry, polega ona tylko na nabiciu jak największego wyniku punktowego. Cóż, tym charakteryzuje się wiele uzależniających gier, jak choćby Icy Tower.
Sterujemy postacią całkowicie za pomocą myszki, do czego z początku trzeba się przyzwyczaić, ale z czasem człowiek nabiera wprawy i już jest ok. Jedynie czasami postawimy mebelek nie tam gdzie chcemy.
Grafika i dźwięki stoją na poziomie przyzwoitym, chatka jest ładnie wykonana, a efekt powodujący że nie widzimy tego co nie jest aktualnie w naszym polu widzenia jest ładnie zrealizowany. Animacje zombiaków jak i naszej postaci są proste, ale schludne.
Dźwięki... na początku gry znajduje się krótki dialog, jednakże jest on tak amatorski, że nie warto sobie zawracać nim głowy, chyba że dla waloru humorystycznego w postaci świetnego dźwięku wydawanego przez zombiaki.
Ogółem, gra jest dość prosta, niewymagająca, choć jedna sesja może przeciągnąć się nawet powyżej 20 minut jeśli będzie nam dobrze szło. Gra nie wybija się w żaden sposób ponad przeciętność, i raczej utonie w morzu zapomnienia, ale do tego czasu da nam rozsądną ilość ciekawej rozrywki.