Ileż to już razy, odpalając strategię z rynku gier niezależnych łudziłem się nadzieją, że tym razem czeka mnie coś innego? Tymczasem wystarczało kilkanaście minut, żeby wyczuć produkcje niskobudżetowe, które tworzone są głównie z pasji, a nie dla zarobku. Z Priority: Survive było inaczej. Po godzinie gry stwierdziłem, iż wreszcie znalazłem coś, czego szukałem długo - udanego RTSa. I to za darmo.
Wprowadzenie, chociaż krótkie, okraszone jest krótkim filmikiem określanym mianem "cinematic intro". Już w tym momencie zostajemy przygotowani na coś niespotykanego w świecie darmowych strategii. Jako dowódca pewnego krążownika, stajesz na czele ekipy mającej na celu kolonizację obcej planety. Odkryto na niej złoża dziwnej substancji, która może stać się głównym źródłem energii do wykorzystania. Okazuje się jednak, że planeta jest już zamieszkała. I przez to niebezpieczna.
W tym momencie mógłbym przerwać i nazwać grę "Starcraftem dla ubogich". Praktycznie wszystko w Priority: Survive jest niezwykle podobne do hitowej strategii Blizzarda. Począwszy od grafiki, przez zróżnicowanie terenu i sposobu stawiania budowli do różnorodności ras. Nie zrozumcie mnie jednak źle. To nie jest kopia. Po prostu widać skąd autorzy czerpali inspirację. Już po dwóch misjach zacząłem dostrzegać różnice. Substancję o nazwie nazar wydobywają olbrzymie "harvestery" niczym w Dune, a nie zbierają drony. Choć na planecie występują, poza kolonistami, piraci i obcy, można grać tylko tymi pierwszymi. Chociaż bez trudu można napotkać budowle i jednostki pozostałych, nie dane jest graczom spróbowania swych sił po innej stronie. Co gorsze, brakuje trybu sieciowego, a rozgrywka kończy się po sześciu misjach. Na szczęście, nie są to zadania, które można wykonać w kilkanaście minut. Disortum postanowiło zrekompensować to olbrzymimi wręcz planszami. Uogólniając, im dalej w las, tym więcej drzew. Każda kolejna misja oferuje większe teren do eksploracji oraz potężniejszego przeciwnika. Oj, trzeba się natrudzić, żeby stworzyć taką armię, która poradzi sobie w każdych warunkach. Do tego celu udostępniono jednostki naziemne i powietrzne, a kwatera główna potrafi wynajdować ulepszenia pancerza itp. Zupełnie jak w Starcrafcie (czyżbym się powtarzał?), brakuje mi tylko umiejętności specjalnych, bo te umożliwiały przechylanie szali na swoją korzyść bez konieczności wysyłania całej armii.
Kolejnym mankamentem jest brak porywającej muzyki. W menu głównym dostępnych jest kilka taktów, ale przez większość gry towarzyszą nam odgłosy strzałów, niewidocznej fauny planety oraz potwierdzenia wykonywania rozkazów. Grafice zarzucić wiele nie można, poza tym, że pasuje bardziej do początku XXI w. Teraz jednakże cieszy oko nie mniej, szczególnie animacja destrukcji wroga i śmierć własnych marines. Priority: Survive to zdecydowanie najlepszy RTS na licencji freeware, który od początku dostępny był za darmo. Szkoda jedynie niewykorzystanego potencjału, więc trzeba mieć nadzieję, że autorzy nie powiedzili ostatniego słowa. I tego nam wszystkim życzę.
Grafika:
Dźwięk:
Grywalność:
Sponsor:
Jak pobrać grę z serwisu Victory Games?